Lifestyle

Shinkansen, ikigai i supercele.

12 lipca 2018

Czasami żeby coś poprawić trzeba sporo zmienić, a najlepiej zacząć od początku. Niedługo mam 35 urodziny i planuję wyjść ze strefy komfortu.

Przyznam Wam się, że modne od jakiegoś czasu hygge, które przybyło do nas z Danii totalnie nie jest dla mnie. Może dlatego, że od zawsze stosuję zasadę „ciesz się z małych rzeczy” i najnormalniej na świecie dbam o swój komfort oraz przyjemności. Nie potrzebuję więc dodatkowo hygge, które niesie ze sobą lenistwo, bylejakość i bycie rozmemłanym ulungiem. Ludzie są wygodniccy z natury i dlatego hygge im tak bardzo pasuje. Ja natomiast mam dość stagnacji i zafascynowałam się japońskim ikigai, które bardziej pasuje do mnie i tego jak chcę nad sobą pracować. 

Japończycy uważają, że każdy człowiek ma swoje ikigai, tylko nie każdy je znalazł. Nie jest to jednak mityczny stan wiecznego szczęścia, spokoju i uśmiechu na twarzy. Nie jest to również poczucie ciepła, lenistwa i rozmemłania, które pojawia się na sam dźwięk hasła hygge. Nie ma więc co ukrywać, że hygge w porównaniu z ikigai jest tylko doraźnym sposobem na poprawę nastroju. Natomiast ikigai to stan spełnienia. Osiągnąć go można ciężką pracą i wyrzeczeniami. Ikigai, czyli coś z powodu czego warto żyć to hobby, praca, pasja. Coś co sprawia nam przyjemność, daje równowagę, ale równocześnie wymaga od nas ciągłego doskonalenia się i aktywności. Ja szukam swojego ikigai i powiem Wam, że na razie widzę pustkę i chaos :)

W życiu mamy do pokonania wiele trudności. Ja należę do tych osób, które określa się mianem „jest jak kot, zawsze spada na cztery lapy”. Nie ważne jakie głupstwo w życiu zrobię i tak wyjdzie mi ono ostatecznie na dobre. Zaczęłam się jednak zastanawiać co jeśli wyczerpałam już pulę swojego szczęścia, albo co by się stało, gdyby moje życie było mniej chaotyczne, a bardziej przewidywalne i w jakiś nudny sposób normalne oraz zaplanowane.

Tutaj pojawiają się SUPERCELE. Nie są to zwykłe cele, które i tak osiągnę lub wpadną w moje łapska. To są rzeczy, które na pierwszy rzut oka wydają się nierealne i nie do zdobycia. Postanowiłam wyjsć ze swojej strefy komfortu i zrobiłam listę 5 rzeczy nieosiągalnych, które mam nadzieję(!) wcale takie nie będą :) Odpaliłam excla (jak zwykle gdy coś planuję HAHAHAHA) i wpisałam w niego moje supercele. Prosta tabelka, która ma mi pomóc nie zapomnieć o tym do czego dążę.

Jednym z moich celów jest: nie marnować czasu. mam wrażenie, że czas ucieka mi przez palce. Wiecznie jestem niewyrobiona, mam zaległości, robię rzeczy na ostatnią chwilę i jestem leniwa – to mnie najbardziej irytuje, ale wcale nie nad tym muszę pracować najbardziej. Może kiedyś zdradzę Wam swoje supercele, na razie zachowam je tylko dla siebie.

Zapewne zastanawiacie się o co chodzi z Shinkansen. Musimy cofnąć się do roku 1958 i przenieść do Japonii, która była technologicznym i gospodarczym cudem wtedy. W skrócie: rząd japoński chciał szybszy pociąg, który połączyłby Tokio z Osaką i zlecił ten projekt inżynierom z Japan Railways. Ci po kilku miesiącach przedstawili projekt zmian w pociągu, dzięki którym pociąg mógłby jechać z zawrotną jak na tamte czasy prędkością 100 km/h. Rząd im odpisał, ze mają podwoić tę prędkość i dał im równocześnie nieograniczony budżet. Na efekt trzeba było sporo czekać, ponieważ zmiany nie dotyczyły modernizacji obecnego sprzętu i torów, a totalną zmianę w każdym aspekcie. Trzeba było zbudować nie tylko nowy pociąg,  zmienić kształt, wysokość i szerokość torów, ale co najważniejsze wytyczyć dla nich nową drogę, co wiązało się z drążeniem tuneli przez góry. Jak widzicie to nie była modernizacja, ale zbudowanie czegoś nowego i po 6 latach, czyli w 1964 roku ruszył najszybszy pociąg świata.

Jeśli chcesz coś ulepszyć, to wystarczy wprowadzić kilka zmian. Jeżeli jednak dążysz do tego, aby „zdobyć świat”, to musisz pomysleć o czymś innym. Trzymajcie kciuki za moje supercele :)

komentarzy

You Might Also Like