Lifestyle

Randki po 30 są zabawne :) #1

6 października 2014

Jak wiecie po 30 urodzinach zaczęłam znowu chodzić na randki, a po jakimś czasie wręcz wpadłam w wir randek. Mogłabym napisać książkę „stracony czas”, albo „gdzie Ci prawdziwi mężczyźni”. Niestety na książkę nie mam czasu, ale może na starość uda mi się wydać dylogię z randkami przed 30 oraz po 30 ;) I nie chodzi tu tylko o mężczyzn, ale o moje odczucia, zachowanie oraz wymagania.

Moje pierwsze randki były stresujące. Zapewne dlatego że nie pamiętam kiedy chodziłam na randki… moi Partnerzy pojawiali się sami :D Zacznijmy jednak od początku. Przed pierwszymi spotkaniami chyba z 15 razy się przebierałam, oczywiście przesadzam, ale z dwa dni myślałam nad ubiorem. Później gdyby nie cień przyzwoitości, to na randki najchętniej zakładałabym dresy. Już nigdy nie będę się dziwiła, gdy w jakimś poradniku dla kobiet przeczytam, że dres nie jest odpowiednim strojem na pierwszą randkę. Ja po trzeciej beznadziejnej randce postanowiłam się już nie wysilać. Szłam na randki po pracy, a często przed zakupami w warzywniaku tuż pod blokiem. Wręcz obojętne mi było jak wyglądam, bo byłam przekonana, że i tak wylezie jakiś troll z mojego randkowicza i tylko się będę denerwowała, że straciłam czas i kosmetyki na takiego stwora.

Co mnie spotkało na randkach?

Opowieści o byłych. OK, ważna jest informacja kiedy nasz randkowicz był w związku i miło wiedzieć dlaczego już nie jest, ale na pierwszej randce już niekoniecznie chciałam się dowiedzieć, że czyjaś dziewczyna była leniwa. Zaczęłam drążyć temat i okazało się, że Pan Wygodny, był w związku z kobietą, która pracowała (dorzucała się w 50% do kosztów domu), prała, sprzątała, gotowała i przykładnie chodziła w niedziele do kościoła. Jednak miała wadę lenistwa. Jak ono się objawiało? Otóż, w pewnym momencie poszła po rozum do głowy i powiedziała, że chce podział obowiązków, albo przynajmniej pomoc. Pan Wygodny zostawił ją ponieważ z leniwą życia spędzić nie chciał.

Stać mnie. To chyba ulubiona postać moich opowieści. Z Panem StaćMnie zaliczyłam chyba 4 randki, ale tylko dlatego, że na początku nie zarejestrowałam jego „małego” defektu. Zaprosił mnie na kolacje i przy zamawianiu wina rzekł „stać nas”, albo coś w tym stylu. Później jeszcze kilka razy usłyszałam tego typu hasła i wymiękłam. Jeśli mężczyzna zaprasza mnie na kolacje i nabywa wino za 80 zł, to naprawdę nie musi mówić „weźmy całą butelkę, bo mnie stać”.

Zła dieta. Tu będzie krótko. Pan Skunks, najzwyczajniej na świecie puścił tak śmierdzącego bąka, że szczypał w oczy. Z grzeczności udawałam, że nic nie czuję, ale po jakimś czasie był drugi atak, więc po prostu wyszłam, bo w smrodzie kisić się nie muszę.

Odmładzanie się. W kontaktach randkowych niestety nie ma miejsca na przysłowie „mam tyle lat na ile się czuję” i jeśli Pan WiecznieMłody, twierdzi, że lat ma 37 (albo 35 … już nie pamiętam), to gdy na randkę przychodzi mężczyzna 50+, to raczej nie powinien się zdziwić, że po prostu wstaję i wychodzę.

* Imiona randkowiczów zostały zmienione, bo po prostu ich nie pamiętam :D

P.S. Jak złapię trochę czasu wolnego, to napiszę część 2 ;D

 

komentarzy

You Might Also Like

2 komentarze

  • amb-ona 7 października 2014 at 09:31

    hahaha ciekawie opowiadasz o facetach ;-)
    Mam nadzieję że że po przygodach jest happy end?:)

  • nomadka 18 października 2014 at 22:40

    Po stu takich randkach, sto pierwsza w ramach wyjątku od reguły okaże się tą właściwą ;-) Też mam różne doświadczenia w tej kwestii, twardym być trzeba :-)

  • Leave a Reply