Dziecko

Poród – wybrać szpital prywatny czy państwowy?

13 listopada 2016

Bezpieczeństwo porodu i opieka nad dzieckiem, to moje kryteria wyboru placówki.

Długo zastanawiałam się gdzie urodzić. Nie wiedziałam czy rodzić w Rzeszowie, czy w Warszawie. Wybór placówki był dla mnie ważny – musiał być III stopień referencyjności oddziału położniczego i neonatologicznego. Mogłabym rodzić nawet w korytarzu, bo ważniejsza od komfortu była dla mnie opieka nad Córką po porodzie, a ta jak wiecie się przydała. Kobieca intuicja to jednak potęga, ale zacznijmy od początku…

Pod uwagę brałam 3 placówki:
– Szpital kliniczny im.ks. Anny Mazowieckiej, potocznie zwany Karowa (tu już leżałam, wszystko było na plus)
– Prywatny Medicover (koszt 8890 zł, dobra opieka, ładne wnętrze)
Pro-Familia w Rzeszowie (ale nie ma dobrej opinii wśród moich bliskich! więc szybko odpadł)

Ponieważ okazało się, że nie mogę podróżować, zostały mi placówki Warszawskie i do ostatniej chwili nie wiedziałam, którą wybiorę. Zwłaszcza, że kusiła mnie wizja dobrej opieki i wygody oraz pozytywna opinia o porodzie w prywatnej placówce, którą przeczytacie u Suzy. Los jednak wybrał za mnie i po USG dostałam skierowanie do szpitala na patologię ciąży w trybie natychmiastowym. Bez zastanowienia pojechałam więc tam, gdzie już byłam i gdzie prowadziłam ciążę, czyli na Karową. Jadąc do kliniki modliłam się o miejsce, bo dość ciężko się tam załapać na poród. Dziewczyna, która była przede mną została odesłana i ze łzami w oczach oraz wizją szukania innego szpitala podeszłam do okienka rejestracji. Pani spojrzała na skierowanie, pobiegła do lekarza i zanim się obejrzałam siedziałam z gołym tyłkiem w szpitalnej koszulce, która jest zaprojektowana na ludzi o wzroście poniżej 160 cm.

SZPITAL
Większość oddziałów jest ładna i wyremontowana, a pokoje 1-2-3 osobowe z łazienkami. Niestety jeszcze nie wszędzie jest jak w SPA i na moim oddziale były pokoje bez łazienek (były wspólne na korytarzu). Ponieważ miałam dość spore perypetie i komplikacje, a na cięciu wylądowałam dość niespodziewanie (dostałam wstrząsu podczas testu oksytocynowego, a Małej zanikało tętno), to dostałam jeden z lepszych pokoi (im cięższy przypadek tym bliżej położnych i bonus w postaci łazienki).

PERSONEL
Po tym jak zostałam przyjęta na oddział była u mnie najpierw dyżurująca lekarka, a później zaszczycił mnie swoją obecnością Profesor i na spokojnie wytłumaczył mi co mnie czeka jutro (czyli test oksytocynowy) i że ma zadanie głównie diagnostyczne, ale czasami wywołuje poród. Niestety stosowanie oksytocyny czasem może doprowadzić do zaburzeń tętna i pracy serca, reakcji uczuleniowej czy niedotlenienia (np. przy niewydolnym łożysku). Jak się domyślacie mi przypadł cały ten pakiet i w 10 minut od rozpoczęcia testu wylądowałam na stole operacyjnym żeby ratować Małą której zanikało tętno. Szybko, sprawnie, fachowo i mimo zamieszania na spokojnie. Ciągle był ktoś przy mnie i mi tłumaczył co będzie się zaraz działo i co będzie robione. Bałam się panicznie, ale mimo ogromnego pośpiechu, wszyscy zachowywali się spokojnie i nawet jedna Pani miała czas na uspokajanie mnie, bo ze strachu o Małą łzy leciały mi jak w japońskiej kreskówce.

 OPIEKA POPORODOWA
Po porodzie, gdy leżałam na sali pooperacyjnej, a Mała na patologii noworodków, przyszła do mnie lekarka z patologii ciąży, która nadzorowała test. Duży plus za zainteresowanie pacjentem.
Po kilku godzinach przynieśli mi Małą do „kangurowania” i kolejne 2 godziny leżałyśmy i odpoczywałyśmy, a troskliwe Panie ciągle miały na nas oko i faszerowały mnie kroplówkami.
Po pionizowaniu zostałam przewieziona na oddział położniczy i tam opiekę miałam chyba najlepszą na świecie. Panie były niesamowicie miłe, pomocne i cierpliwe. Brakowało mi jedynie jakiegoś technicznego wprowadzenia do obsługi dziecka (wiecie… podnoszenie dziecka, przebieranie, zakładanie pieluchy itd. – nigdy tego nie robiłam), ale skorzystałam z magicznego przycisku przy łóżku i jedna z położnych lekko zdziwiona, ale z anielską cierpliwością pokazała mi co i jak.

OPIEKA NAD NOWORODKIEM
Codziennie rano był obchód pediatryczny, wieczorem obchód z ważeniem i pielęgnacją + dodatkowo wizyty neonatologów. W szpitalu spędziłam 10 dni, więc poznałam sporo personelu i wszyscy byli niesamowicie mili i kompetentni. Małą przebadali pod każdym kątem i nie oszczędzali na badaniach, co mnie trochę uspokoiło, bo nie muszę z nią teraz jeździć po specjalistach. Ponieważ Greta pojawiła się ponad miesiąc przed czasem, to niestety dodatkowo nabawiła się żółtaczki mechanicznej (jak każde dziecko, któremu śpieszy się na świat), a ja oczywiście popłakałam się z bezradności, to neonatolog, który wtedy u nas był na spokojnie wytłumaczył mi, że wyniki nie są złe i nie trzeba naświetlać. Wszyscy byli naprawdę troskliwi i rzeczowi.

DORADCA LAKTACYJNY / PSYCHOLOG
Po porodzie przychodzi świetna Pani, która jest doradcą laktacyjnym i odpowiada na wszystkie pytania oraz pomaga w przystawianiu dzieciaczków do piersi. Ponieważ ja rodziłam w piątek i trafiłam na długi weekend, to do mnie przyszła dopiero w środę, a Mała od poniedziałku grzecznie ssała.
Można też zapanować nad baby bluesem z pomocą psychologa, mi chciała jedna położna wcisnąć wizytę psychologa, gdy dowiedziała się, że jestem samotną matką, ale jak przewróciłam oczami i dość wymownie westchnęłam to odpuściła :) plus jednak za troskę.

POSIŁKI
Moja dieta była dość skomplikowana – pooperacyjna, bez glutenu i bez laktozy, ale szpital dal radę. Dostawałam zupy (jedne smaczne inne zjadliwe) ziemniaki, pieczone mięso, wafle bezglutenowe i nawet deserki.
Koleżanka z pokoju miała fajniejsze posiłki i znacznie bardziej urozmaicone. Zatem wyżywienie pacjenta na spory PLUS.

 

Jestem zadowolona z pobytu na Karowej i drugi raz wybrałabym tak samo. JEDNAK  gdybym miała bezproblemową ciążę, to rozważałabym Medicover(ma II stopień referencyjności).

p.s. postaram się niebawem wrzucić wyprawkę do szpitala, bo człowiek mądry po pobycie zupełnie inaczej by się spakował :D

komentarzy

You Might Also Like