Lifestyle

Nie psujcie rynku pracy!!!

3 lipca 2013

 

Jak Wam wiadomo, jakiś czas temu zrezygnowałam ze współpracy z pewną redakcją (powodów było kilka, ale głównie chodziło o cięcie finansowe). Aktualnie żyję ze zleceń firm, dla których kiedyś pracowałam. Pół dnia odpoczywam, a dodatkowo jestem BARDZO zajęta ponieważ chodzę na kursy, szukam nowego samochodu, staram się dbać o zdrowie i rozglądam się za nową, stałą pracą. Nie przymieram głodem, więc mogę sobie pozwolić na szukanie pracy idealnej. Nawet nie chce mi się liczyć na ilu spotkaniach byłam, ponieważ nie chcę samej siebie zniechęcać. Podpisuje się pod większością „mitów” dotyczących rekrutacji. Osoby rekrutujące są dziwne. Od miłych, sympatycznych i chyba lekko zagubionych, po kompletnych debili, którzy 30 minut opowiadają o tym jaka to jest wspaniała i bogata firma, a na koniec robią karpia, gdy usłyszą rzucone przeze mnie wynagrodzenie, które ich zdaniem jest „godne prezesa”. Pomyślicie sobie, że jestem rozpuszczona i zbyt dużo chcę… otóż nie. Męczą mnie jednak spotkania, na których pieniądze z dnia na dzień się kurczą, bo: „rekrutacja trwa, a kilku kandydatów podało połowę tej kwoty co Pani”. Przykład Wam podam :) Ogłoszenie X firmy opiewało na 4-5 tyś netto, zanim znalazłam czas żeby się z nimi umówić spadło do 3500 netto, ale że to było obok mnie, to odpadają znaczne koszty benzyny i parkometru, więc mogłabym się zgodzić. Zanim jednak dojechałam okazało się, że byli ludzie chętni do pracy za 1500 netto. Tak więc dzięki temu, że ludzie to debile i nie chcą zarabiać, to jak przyjechałam na spotkanie usłyszałam 2200 netto. Zaowocowało to oczywiście moją agresją, więc im wygarnęłam co o tym myślę i życzyłam im powodzenia w szukaniu i wdrażaniu co miesiąc nowych pracowników, ponieważ za tyle to nikt nie wysiedzi. Ja na stażu 9 lat temu dostawałam 500 pln, a po 2 tygodniach już 2200 netto. Zatem KTO w mojej branży pracuje za 1500 ???  To spotkanie podniosło mi ciśnienie, ponieważ napaliłam się na tę pracę ze względu na to, że była dosłownie 4 minuty od mojego miejsca zamieszkania. To nie jest odosobniony przypadek. Jednak wygrywa Pan, który kazał mi założyć własną działalność i zadeklarował się, że pokryje jej koszty. Zrobił karpia (wytrzeszcz oczu i gęba w mało inteligentny sposób rozdziawiona) gdy mu powiedziałam, że mam własną działalność i moje miesięczne koszty z księgową to 1280 PLN. Molestowanie podczas rozmowy chyba mnie ominęło. Nie licząc jednego spotkania, gdzie tłusty prezes (nie gruby, ale cały błyszczący/spocony) spytał się mnie czy mam ochotę na delegacje. Nie wiem co miał na myśli, ale na wszelki wypadek odpowiedziałam, że nie. Miałam też miłe spotkania, gdzie firma wprost powiedziała, że mogą dać wynagrodzenie dość niskie (szkoda, bo jedna mi się podobała), a 3 firmy odezwały się po spotkaniu i dały mi zlecenia. Do końca lipca mam się zastanowić nad 2 ofertami, ale cały czas szukam czegoś lepszego…. Trzymajcie kciuki żebym znalazła ;)

Podsumowując mój wywód w kwestii szukania pracy:

LUDZIE nie obniżajcie stawek, bo mnie cholera weźmie. Nie mam zamiaru pracować ośmiu godzin, a później klepać zlecenia, żeby jakoś to było ;/ 

komentarzy

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply