Lifestyle

Kreska idealna i rzęsy jak marzenie.

22 października 2014

Podziwiam kobiety, które potrafią sobie zrobić perfekcyjny makijaż i jakimś cudem utrzymują go na twarzy przez kilkanaście godzin. Ja takiego daru nie mam, więc makijażu na co dzień unikam. Na wielkie wyjścia maluję usta brzoskwiniową pomadką i tuszuję rzęsy. Linery z końcówką jak flamaster, mimo że były dla mnie wygodne, to niestety nie sprawdzały się u mnie kompletnie. Przez to, że mało ich używałam i pewnie nie przechowywałam jak trzeba, to szybko zasychały i nie zdążyłam się nimi nacieszyć. Jednak od niedawna robię kreskę na górnej powiece i (co jest bardzo ważne) potrafię nawet zrobić równą tak zwaną „jaskółkę”. They’re real! push –up liner. To moje wakacyjne odkrycie. Warty każdej złotówki (ale mógłby być tańszy :D). Trzy pociągnięcia i oko gotowe. Jednym słowem można go określić jako PRECYZYJNY. Liner ma silikonową końcówkę i konsystencje żelu. Bardzo wygodne dla takiej osoby jak ja, która makijaż robi 3-4 razy w miesiącu, ponieważ nawet jak zaschnie, to można wycisnąć odrobinę zaschniętego żelu i korzystać dalej. Jak się go nałoży zbyt dużo, to trochę się kruszy. Cena: 125 zł

Już wcześniej używałam maskary marki Benefit i byłam bardzo zadowolona, więc to było oczywiste, że przy najbliższym zakupie maskary postawię na coś z ich asortymentu. Maskara They’re Real! Można powiedzieć, że z rzęsami robi wszystko co trzeba: podkręca, wydłuża i pogrubia. Nie kruszy się, wytrzymuje na rzęsach długie godziny i co najważniejsze dla mnie – nie uczula mnie i nie podrażnia oczu. Cena: 125 zł

Oba produkty nabyłam w promocji, a dodatkowo była do nich dołączona kosmetyczka <- klik.

komentarzy

You Might Also Like

8 komentarzy

  • PistacjowyKot 22 października 2014 at 14:33

    To ja się tylko cieszę, że umiem pomalować się czymkolwiek i nie muszę tyle wydawać na eyeliner. Eyelinery i tusze to jedne z tych kosmetyków, za które nie dam wiele, bo nie widzę różnicy między tuszem za 20zł, a tym za 120. I jedno, i drugie trafia się shitowe ;) dobry eyeliner do robienia jaskółek w obu kącikach (zew i wew) jest z Bell – Hypoallergic (i tak, do tego jest dla alergików ;)

  • PistacjowyKot 31 października 2014 at 01:20

    W sumie masz rację, chociaż ja mogę dać krocie za pomadkę czy cień, ale jakoś tusz/eyeliner nie. Ale ja mam dzikie ilości kosmetyków kolorowych…
    Jak rozwiązałaś ten problem? Bo moje cienie wprawiły w „zachwyt” Panie w MACu ;) (dzięki Bogu za korektor Studio Finish..)

  • disa 31 października 2014 at 08:57

    PK to bardzo proste … ja się nie maluję, więc nie potrzebuję zbyt dużo kolorówki :) Do pracy nakładam jedynie fluid. Rzęsy i czasami kreskę na górnej powiece maluje jak wychodzę na imprezę, ważne spotkanie, idę na randkę z Partnerem. Na szczęście u mnie w pracy nie trzeba się laszczyć :)

  • PistacjowyKot 31 października 2014 at 22:35

    Damn, a już liczyłam na jakieś odkrycie w tej kwestii. Ja po prostu uwielbiam się malować, czy trzeba, czy nie. A Ty jesteś ładna i bez makijażu, więc w sumie co za różnica;)

  • disa 31 października 2014 at 22:36

    PK, raczej nie mam ręki do malowania się, więc się nie maluję HAHAHAHA ;]

  • PistacjowyKot 6 listopada 2014 at 23:35

    A to swoją drogą, ale są osoby, które jak widzę, to aż mnie ręka świerzbi, żeby je pomalować, bo z czym do ludzi ;)

  • disa 7 listopada 2014 at 07:59

    hmmm, mam nadzieję, że mnie tak nie odbierają ludzie jak grasuje bez makijażu :D

  • PistacjowyKot 7 listopada 2014 at 15:01

    Na pewno nie, masz za dobre kości policzkowe i oczy na to ;)

  • Leave a Reply