Dziecko Lifestyle

Już prawie dwa lata – macierzyństwo jest cholernie trudne

14 października 2018

Macierzyństwo to wieczne planowanie, liczenie i zmęczenie przeplatane z największą radością i uśmiechem.

Za kilka dni Mała G ma drugie urodziny. Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Jak się urodziła była tak malutka, że położyłam obok niej zwykły długopis i zrobiłam zdjęcie dla porównania – jak podkuliła nogi, to była od niego niewiele większa. Pamiętam jak starałam się nie rozpłakać jak „tonęła” w ubraniach, które miałam w szpitalu dla niej w rozmiarach 50 i 56, bo przecież takie rodzą się dzieci… Koleżanki mi nie pomagały, przychodziły i jak widziały jaka jest drobna, to płakały, a ja żartowałam, że to już mały kawałek trolla i jak za kila dni (tygodni) wyjdziemy ze szpitala, to już będzie niezła laska. Nie miałam dla niej nawet pasującego kombinezonu na wyjście ze szpitala, na szczęście listopadowa pogoda była łaskawa i słoneczna. Co ciekawe, do dzisiaj wspominam słowa Przyjaciółki, która powiedziała, że do końca życia zapamięta ten piątek, w którym urodziła się Greta, bo pogoda była tak złowieszcza i ponura, że świat wyglądał jakby miał nastąpić zaraz jego koniec. Było ciemno, zimno, deszczowo i wietrznie, a na świecie pojawiła się Greta i ze swoim spokojem i uśmiechem zmieniła całe moje życie na lepsze.

Minęło prawie dwa lata i nawet nie będę ukrywała, że to były najtrudniejsze dwa lata w moim życiu. Czasami jak ktoś się mnie pyta „jak dałaś sobie radę”, to odpowiadam, że nie wiem, ponieważ naprawdę nie wiem. To chyba magia hormonów, ponieważ początek był najtrudniejszy. Mała musiała być karmiona co 2,5 godziny, a przez ulewanie musiałam ją trzymać 30 min po posiłku. Jak dobrze poszło mogłam spać 20-30 minut miedzy karmieniami… i tak 3-4 miesiące. Do tego wyjścia do lekarzy na rehabilitacje i powrót do zleceń żeby na to wszystko zarobić (w najgorszy miesiąc wydałam 2300 zł na rehabilitacje i wizyty u lekarzy, wtedy odkryłam, że dziecko to czarna dziura, która zassie każdą kwotę pieniędzy jaką człowiek posiada).

Kto ma dziecko to wie, że nocne wyjazdy do lekarza, czy na pogotowie (prześwietlenie płuc), to standard w sezonie chorobowym, który trwa od września do marca. Tak samo standardem jest nastawianie budzika co 30-40 minut w nocy jak dziecko gorączkuje (i tak 3-4 noce z rzędu). W dzień człowiek musi normalnie funkcjonować, zagadką jest dla mnie skąd się biorą w człowieku na to siły.

Mamooooo, mamoooooooo choć tu! Kocham.
Tak co rano brzmi mój budzik. No dobra czasami o 3 w nocy słyszę PIĆ  :) Jak leżę rano w łóżku i słyszę „mamooo, mniam, mniam”, to choćbym padała na twarz ze zmęczenia, wstaję z uśmiechem i powtarzam codzienną wyliczankę „jajo, kanapki, owsianka, naleśniki…” a moja Córka jak usłyszy to na co ma ochotę, to krzyczy – TAK! I problem śniadania jest rozwiązany, więc najgorsze za mną.

Macierzyństwo jest cholernie trudne. Nie tylko dlatego, że trzeba wychować dobrze dziecko, ale głównie dlatego, że trzeba pracować nad sobą, aby dziecko miało optymalny przykład i wzorzec. Ja mam sporo pracy nad sobą :) Sporo już u siebie wypracowałam, ale tak naprawdę ostatnie pół roku było najbardziej intensywne w mojej pracy nad sobą. Mała G zaczyna łapać wzorce i wyrazy z otoczenia, więc we własnym domu zachowuje się jak w obecności chińskiego Cesarza, albo samej Królowej Elżbiety II. Oczywiście żartuje sobie, ale staram się nie bałaganić i nie rzucać „kur*a” jak uderzę się w małego palca u stopy. Nawet nie wiecie jak bardzo „soczyście” można powiedzieć zwykłe „ojejku” -> jestem w tym mistrzem.
Nadal uważam, że spokojna i szczęśliwa mama, to spokojne i szczęśliwe dziecko, więc nie zapominam o sobie i swoich przyjemnościach. Zawsze miałam czas na umycie się (tak, można wziąć prysznic z umyciem głowy w 4 minuty!), ubranie się, domowe SPA, sprzątanie mieszkania, czas dla siebie (internet, książka, film czy spotkania ze znajomymi – którzy musieli do mnie przychodzić i nadal wieczorami wpadają, bo ja jestem uziemiona). Mam czas na kawę, BA! Jest niedziela 14:41, a ja to piszę i piję gorące latte z syropem orzechowym i mam na twarzy maseczkę. Greta śpi, w weekend śpi 2,5-3 godziny i to mój czas na relaks.

Mam pokazowe dziecko.
Greta jest od urodzenia spokojna, pogodna, uśmiechnięta, otwarta i ciekawa świata, jest grzeczna. Idąc z nią do restauracji, wiem, że obie zjemy w spokoju (po prostu siedzi na pupsku i je), a wychodzimy dość często 2-3 x w tygodniu. Wchodząc z nią do sklepu jestem w stanie spokojnie zrobić zakupy, jest grzeczna nawet w sklepie z zabawkami. Jako samotna mama… paskudne określenie, wolę określenie samodzielna mama, większość rzeczy od początku musiałam robić z „dzieckiem na rękach”, albo zostawiać ją z Nianią. Chyba dzięki temu teraz mogę zostawić ją wieczorem z koleżanką w domu i wyskoczyć załatwić swoje sprawy, a Mała nie histeryzuje, tylko grzecznie się bawi. Jest samodzielna, wyważona i wiecznie uśmiechnięta (czasami złowieszczo, niczym knujący coś troll), zagadką dla mnie jest skąd w niej jest tyle empatii. To pozytywna cecha, której u mnie brakuje.

Mam cudowną Rodzinę, Przyjaciół, Znajomych i Ex Partnerów.
To podkreślam na każdym kroku. Do czasu ciąży nie wiedziałam ile wspaniałych osób mnie otacza. Dzięki Bliskim było mi łatwo w najgorsze dni. Cieszy mnie, że mam się do kogo zwrócić o poradę, pomoc czy po prostu mam z kim porozmawiać i spędzić czas.

Te dwa lata były dla mnie wyjątkowe pod każdym względem, do łatwych nie należały, ale w najgorszych momentach pocieszam się tym, że nie jest źle i płakała będę dopiero jak Greta wejdzie w etap nastoletniej pannicy – życie z nastolatką pod jednym dachem będzie DUŻYM wyzwaniem, więc teraz nie narzekam i przez zaciśnięte zęby się uśmiecham :D 

Dwa lata… szybko zleciał ten czas.

komentarzy

You Might Also Like