Lifestyle

6 miesięcy macierzyństwa z uśmiechem na ustach

27 kwietnia 2017

Dziecko – zmienia spojrzenie na cały świat, ludzi i przewartościowuje priorytety oraz cele życiowe.

Nigdy nie ciągnęło mnie do dzieci, więc moje doświadczenie z nimi ograniczało się do tego, że Siostra dawała mi potrzymać swoje dzieci jak już trzymały głowy – ale człowiek musiał siedzieć na kanapie. No i raz nakarmiłam Siostrzenicę kiełbaskami zamiast parówkami dla dzieci, po prostu mały skubaniec mnie okłamał, że je już kiełbaski. Mało imponująca praktyka w ogarnianiu dzieci, więc nikogo nie zdziwi, że widząc dwie kreski na teście byłam PRZERAŻONA :) Zastanawiałam się nawet czy zmienić nazwę bloga na „przerażona matka polka”.

Tego dnia nie zapomnę do końca życia, zaczęłam ćwiczyć, bo brzuch zrobił mi się galaretowaty, a to były pierwsze dni ciąży, o której jeszcze nie wiedziałam.

Początki były trudne.
Jako, że nigdy nie bawiłam się lalkami i nie trzymałam wcześniej na rękach noworodka, to w szpitalu do pierwszego przewijania i przebierania Grety musiałam wezwać położną – jej mina BEZCENNA, ale nie ma co ukrywać, że zakładanie pampersów było mi obce. Na szczęście są łatwe w użyciu, ale na początku, gdy prawie nie spałam, bo Mała miała problemy z oddychaniem i karmiłam ją co 2 godziny, to ze zmęczenia zdarzyło mi się przebrać Córkę i nie założyć jej nowego pampersa, na koncie mam też założenie pampersa tył na przód :)
Przyznam się Wam, że bardzo długo Greta nosiła rozpinane po całości body i pajace (na początku nosiła rozmiar 44-46). Pierwsze bodziaki rozpinane tylko na dole… wciągnęłam na nią od dołu :) nie pytajcie się mnie JAK to zrobiłam, ale cała się przy tym zapociłam i po wszystkim stwierdziłam, że musi być łatwiejszy sposób. Moja Córka była w tym czasie oazą cierpliwości i tylko patrzyła się na mnie swoimi wielkimi oczami, gdy body utknęły na pampersie. Wizję ściągania ich miałam jedną – rozciąć nożyczkami, ale na szczęście udało mi się szybko opanować ściąganie i zakładanie bodziaków zaczynając od rąk i głowy :)
Pierwsze kąpiele Greta miała w łazienkowej umywalce. Przez to, że pojawiła się znacznie wcześniej niż miała to nie miałam w domu wanienki. Później ją tak kąpałam, bo było szybciej i bezpieczniej (wanienka była dla niej gigantyczna).

Więcej głupich sytuacji na swoim sumieniu chyba nie mam, ale jest szansa, że czegoś ze zmęczenia nie zapamiętałam, ponieważ pierwsze 3 miesiące są jak za mgłą.

43 tygodnie temu połowa internetów dowiedziała się, że będzie małe Disiątko.

(Prawie) nauczyłam się prosić o pomoc.
To było trudne, ale nie miałam wyjścia, bo siedząc wiele dni w szpitalu, a później w domu z Małą, byłam skazana na pomoc Przyjaciół. Korzystałam nie tylko z rad, ale też z pomocy w postaci zrobienia zakupów spożywczych, pieluchowych czy ubraniowych dla Córki. Wynoszenie śmieci nadal jest u mnie na wagę złota! Przyjaciel w środku nocy potrafił wysłać taksówką przez całą Warszawę leki dla Małej. Dalej mam opory z proszeniem o pomoc Bliskich, bo czuje się wtedy jakbym sobie sama nie radziła, ale czasami nie ma wyjścia i trzeba wziąć głęboki oddech i powiedzieć „czy możesz mi pomóc”. Wspaniali ludzie mnie otaczają i sami non stop pytają się czy mogą mi jakoś pomóc, ale mimo wszystko zaciskam zęby i jak taran idę do przodu. Nie jestem samotną matką, bo za dużo mam cudownych osób przy sobie :)

Spokojna i szczęśliwa matka, to spokojne i szczęśliwe dziecko.
To zdanie powtarzam sobie jak mantrę i chyba jest to już moje motto życiowe. Nie ważne jak zmęczona jestem, nie ważne jak zła jestem i wszystko inne też jest mało ważne, bo gdy podchodzę do córki, to zawsze staram się do niej uśmiechać. Spokój i uśmiech to dla niej poczucie bezpieczeństwa. Ona odwdzięcza mi się spokojnym charakterem, bezproblemowością i przespanymi nocami.

Dziecko kosztuje majątek.
Wizyta w aptece 50-300 zł, ubranka kosztują majątek (nawet, gdy kupujesz podczas przecen w tanich sklepach), bo dziecko rośnie z dnia na dzień, a raczej w nocy. Mam wrażenie, że Greta czasami rośnie w nocy kilka centymetrów, bo rano nie da się jej wcisnąć w ubrania, które miała 2-3 dni wcześniej. Mleko, słoiczki, herbatki, przekąski, chusteczki i pieluchy – gdybym dostawała 500+ to by starczyło na dwie ostatnie pozycje (albo dwie pierwsze), niestety nie dostaje.
NFZ kuleje i terminy wizyt są zatrważająco odległe (np. gastrolog dla Małej, przez to, że ja mam celiakię, a ona ma gen, dostałyśmy na marzec 2018 … a trzeba dietę rozszerzać). Większość wizyt i badań trzeba robić prywatnie, a to spore kwoty 200-800 zł. Rehabilitacja do tanich nie należy, 100-150 zł jedna wizyta – trzeba 2 x w tygodniu (czyli 8 w miesiącu), na NFZ czeka się przynajmniej 20 tygodni.
Niebawem żłobek/przedszkole, a niestety na państwowe nie mam co liczyć (od razu chciałam obalić mit, że samotne matki mają pierwszeństwo – NIE MAJĄ, pierwszeństwo mają wielodzietni, zwłaszcza Ci 500+  NAWET jak ich rodzice nie pracują…).

Największe szczęście i esencja miłości.
Wystarczy jeden uśmiech i człowiek ma siłę przenosić góry dla tej małej istotki. I wierzcie mi, że wiem co mówię, bo mam zapalenia mięśni w nadgarstku, więc każde podniesienie Córki, przebranie jej czy nakarmienie, to łzy bólu w moich oczach. Mam zalecenie nie nosić i odpoczywać – JASNE :)

Dziecko płacze 3 godziny dziennie, budzi się w nocy co dwie godziny, nie masz życia osobistego itd.
Nawet nie wiecie jak bawią mnie te mity o dzieciach potworach. Miałam czas, że spałam po 2-3 godziny na dobę, bo Mała jadła co 2 godziny i miała problemy z oddychaniem. Pamietam, gdy przespałam pierwsze 3 godziny CIĄGIEM. Teraz śpię po 7 i obce mi jest pisanie w internetach, że moje dziecko jest high need baby (HNB), czyli wyjątkowo wymagające dziecko. Moje dziecko jest wyjątkowo idealne (w domu nazywana WIJ – ale to od tego, że się wije i wygina HAHAHAHA). Mała jest bezproblemowa, no ale – spokojna i szczęśliwa matka, to spokojne i szczęśliwe dziecko. 


Życie czasami układa się nieoczekiwanie i po porodzie poznałam mężczyznę, który jest Tatą idealnym dla Grety, dba o nas jak o księżniczki, a dodatkowo toleruje moje dziwactwa oraz niedoskonałości i codziennie rano robi mi kawę do łóżka :) (o tym, że potrafi wstać w nocy do Małej nawet nie wspomnę, bo dzieciate koleżanki z zazdrości będą zaciskały zęby).

Chciałabym Biologicznemu podziękować za Córkę, ale raczej nie zdążę na rozprawie w maju, bo za dużo spraw jest wtedy do poukładania :) ale wiem, że tu zagląda, więc DZIĘKUJĘ za nią i dziękuję Ci za to, że postanowiłeś nie istnieć w naszym życiu.

Akurat jak kończyłam pisać post w radio puścili ten utwór :) więc kończę pisać z uśmiechem i rozbawieniem.

komentarzy

You Might Also Like